Geoblog.pl    BonZurTour    Podróże    Chiny - Hong Kong    Londyn i wyścig z czasem
Zwiń mapę
2015
04
wrz

Londyn i wyścig z czasem

 
Wielka Brytania
Wielka Brytania, London
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 1412 km
 
Nadszedł ten dzień. 04.09.2015r. dzień wylotu. Jako że wylot był o godzinie 16, to od rana mieliśmy jeszcze trochę czasu by podrukować rezerwacje, mapy, posprawdzać czy wszystko spakowane.
Muszę przyznać ze jest to jeden z nielicznych wyjazdów do którego niezbyt solidnie się przyłożyłam, z powodu braku czasu. Oczywiście czas zweryfikował moje niedociągnięcia...
Na cały pobyt 2 tygodniowy postanowiłam przeznaczyć 6000zł.
2000zł - bilet + ubezpieczenie + wiza do Chin
2000zł - hotel + "na rozwalenie" Hong Kong
2000zł - hotel + j.w. "na rozwalenie" w Pekinie
Nastawiłam się, że w Chinach kupię pewnie masę niepotrzebnych rzeczy albo naoglądam się "chińszczyzny" i nie kupię nic.
Dlatego też wzięłam tylko kilka koszulek, jeszcze jedną parę jeansów na zmianę, kilka sztuk bielizny, z zamysłem że przywiozę sobie zapas na cały przyszły rok. Nawet nie miałam pojęcia jak na miejscu mocno się zdziwię...
Już teraz mogę spokojnie napisać, że przywiozłam z powrotem... ponad 200euro.

Odprawa minęła całkiem sprawnie. Zapakowaliśmy się do samolotu. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie wywinęła jakiegoś numeru. Generalnie od początku naszych wypraw przywożę jakąś "pamiątkę" w postaci sińców , stłuczeń, dlatego też wykupujemy dodatkowe ubezpieczenie podróżne.

Pierwsza z nich przydarzyła mi się już w samolocie właśnie lecącym z Krakowa do Londynu. Siedziałam za Panem rasy ciemnoskórej o czym się dość szybko dowiedziałam, a wszystko przez jedną małą pomyłkę...

Otóż Pani z personelu pokładowego jeździła sobie wózeczkiem i rozdawała przekąski. Jako że mój pęcherz chciał się już opróżnić to tylko przebierałam nogami by w końcu się dostać do toalety. Piotr mi mówi: -nie zdążysz, ta
Pani zaraz tu dojedzie, - zdążę!- odparłam.
Nie zdążyłam. Musiałam ładnie Panią przeprosić by mnie wpuściła na moje miejsce. Usiadłam. Po krótkim rozeznaniu okazało się, że nie ma dla mnie przekąski... Patrzę na mojego Piotrka i ze smutną minką mówię: Nie ma :( Z malutkim wyrzutem pytam, czemu nie poprosił Pani by i dla mnie zostawiła. Oczywiście zaraz bym po przekąskę podeszła, ale chciałam się tylko podroczyć ;) Po czym patrzę pod nogi (centralnie pod fotelem mojego sąsiada z przodu) wystaje paczuszka z przekąskami i na nim kolejna z serwetką, widelczykiem i łyżeczką. Uradowana mówię do Piotra: -patrz! a jednak mi zostawiła. Ale pod nogami ?? w sumie jakby zostawiła na siedzeniu to może z roztargnienia bym się rozpędziła i usiadła, więc dlatego zostawiła na dole?. A może to tego sąsiada przede mną? Ale co za idiota by wkładał jedzenie pod swój fotel ??? Złapałam paczuszkę jak diabeł duszę i spałaszowałam migiem niczym wielka wiewióra małego orzeszka. Popiłam herbatką i zajęłam się czytaniem książki. Po kilku minutach patrzę jak mój sąsiad z przodu zaczyna zaglądać pod swój fotel i czegoś z zacięciem szukać...
Chyba nie muszę dodawać co było później. Było mi przeraźliwie głupio, ale jednocześnie telepałam się ze śmiechu niczym galareta, bo serio... kto by chomikował pod siedzeniem jedzenie ??? Ale fakt faktem, zawinęłam mu to jedzenie i zdążyłam skonsumować więc generalnie niewiele mógł mi zrobić.:] Pan ciemnoskóry po kilku minutach bezowocnych poszukiwań zrezygnował i poszedł do personelu pokładowego z prośbą o mini posiłek. Jak dobrze że miałam tą książkę bo przynajmniej miałam na czym wzrok zawiesić, bo nie chcę wiedzieć co by mi zrobił gdyby nasze spojrzenia się spotkały....
Moja konsternacja nie trwała długo. Po kilkunastu minutach jednak Panu ciemnoskóremu dalej nie dawała spokoju teoria znikającego posiłku i cóż, zaczepił mnie i zapytał czy nie wiem może gdzie podziało się to coś, co było na dole pod jego fotelem. Moje ściemnianie i unikanie odpowiedzialności w końcu mnie dopadło...
Trzęsącym się lekko głosem wyjaśniłam Panu c. że wyszłam do toalety, nie dostałam mojego meal-a i nie miałam bladego pojęcia że on to tam schował... i że wedle moich początkowych założeń jest id... że tam to schował... żartuję oczywiście, ale chyba się cieszył że sprawa się wyjaśniła, bo już przynajmniej mógł spokojnie z powrotem urządzić sobie pod fotelem spiżarnię, gdyż lądowały tam kolejno jakieś kawy, herbaty, piwa, a nawet gin w małej buteleczce i puszeczka po jakimś napoju. Ale trzeba być czujnym! Skoro grasuje złodziejka to może i kolejną spiżarkę ograbić. Co 5 minut z zegarkiem w ręku sprawdzał czy aby nic przypadkiem nie zmieniło swojego miejsca o nawet 1cm...
Cóż, nie ośmieliłabym się już nawet nic kraść jak widziałam z jakim zapałem pilnuje swoich skarbów. Koniec końców musieliśmy kiedyś wylądować i ta zabawa musiała się skończyć. W rezultacie wszystkie jego skarby, w dużej mierze niedopite zgarnęła Pani z personelu pokładowego. Mimo wszystko i tak nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy...

Na przesiadkę mieliśmy 1h 10m. Mało czasu... zdecydowanie za mało jak na Heathrow...
Na domiar złego pasażerowie z naszego samolotu jakoś opornie wychodzili co skutkowało faktem, iż na znalezienie odpowiedniego Gate-a mieliśmy nieco ponad 45minut. A nie od dziś wiadomo jak duże jest Heathrow... Do odpowiedniej bramki dotarliśmy dosłownie na kilka minut przed jej zamknięciem. Szczęście mieliśmy że kolejka była jeszcze dość spora, a i kilku spóźnialskich dotarło jeszcze po naszym przybyciu.
Lot do Hong Kongu minął całkiem nieźle, aczkolwiek muszę przyznać że ciężko mi spać na siedząco. Pozytywnym aspektem było to że lecieliśmy przez naszą europejską noc i w miarę szybko zapadliśmy w sen.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
zwiedziła 13% świata (26 państw)
Zasoby: 214 wpisów214 52 komentarze52 1645 zdjęć1645 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróżewięcej
30.01.2018 - 12.02.2018
 
 
02.10.2017 - 13.10.2017
 
 
06.03.2017 - 13.03.2017